Od gromkiego śmiechu, do głębokiego przerażenia. Od drwiny do wzruszenia. Od słodkości po gorycz. Od nienawiści do miłości. Na granicy bajki i kryminału toczy się ta opowieść, choć nie sądziłam przedtem, że te dwa style gdziekolwiek mogą się spotkać. Opowieść poruszająca serce i oczyszczająca duszę. Przypominająca Ci o emocjach, o których nie wiedziałeś, że są. Opowieść o miłości, która rodzi się, dojrzewa, staje się doskonała i zmienia człowieka. O miłości za nic, i o miłości, która niczego nie oczekuje i nie potrzebuje - niczego prócz siebie samej.O miłości, która dzieje się tuż pod naszym nosem. Spotykamy ją bowiem w okolicznościach będących odbiciem naszej, polskiej rzeczywistości, odbiciem prawdziwym do bólu, wydawałoby się - nie dającym nadziei obrazem miejsca, z którego można tylko uciec. Ta rzeczywistość to Polska - polscy politycy, małe miasteczka, polskie sądy, policja i gangi. To kraj w którym burmistrzem zostaje wiecznie wkurzony populista, gdzie "sądy rodzinne są tańsze niż karne", bo wszędzie gdzie decydują niezawiśli sędziowie wszystko da się załatwić. Komentowanie tej rzeczywistości, ale bez rozpaczania nad nią - to jeden z wielkich atutów Ogrodu Luizy.
Bo to jest kraj, w którym politycy i prawnicy są jacy są , a gangsterzy mogą okazać się tymi, którzy kochają najmocniej. Ludzie w tym filmie - też są stąd. W małych miasteczkach, na wiecach poparcia. W wielkich miastach, w agencjach towarzyskich, w szpitalach psychiatrycznych. Ale jakkolwiek byłoby źle - nie jest beznadziejnie. Może ta słodycz mimo wszystko, ta "bajka o Polsce" jest tym czego potrzebujemy. Może nie chcemy już patrzeć na to jak jest źle, może chcemy by i tutaj raz cioś się udało. Mimo wszystko. Mimo niesprzyjających okoliczności i patowej sytuacji. Jak zawsze chcemy zwycięstwa miłości.
Ten film - przyznaję - balansuje na granicy przesadnej słodyczy. Może mówi nam, że jest lepiej niż naprawdę jest, może mówi nam to, co chcielibyśmy usłyszeć - takie właśnie miałam wrażenie oglądając zakończenie po raz pierwszy. Ale myślę, że to nie widzowie stworzyli to zakończenie. Stworzyła je nadzieja - wcale nie bezsensowna - że może się udać, nawet tu i teraz, że miłość może zwyciężyć, że możesz wybrać własną drogę, że możesz być kim tylko zechcesz. I że także tą rzeczywistość możesz odwrócić w dobrą stronę. Tu też wszystko jest możliwe.
Chciałabym - kto by nie chciał - spotkać kogoś takiego jak Fabio. Kogoś jednocześnie twardego i romantycznego. Kogoś z zasadami, nawet jeśli niewiele mają one wspólnego z prawem, bo prawo właściwie go nie obowiązuje. Kogoś, kto potrafi tak kochać. Kogoś, kto bezinteresownie jest w stanie zrobić wszystko, dla takiej dziewczyny jak Luiza. Tylko dlatego, że tak trzeba. Dlatego, że tak mu mówi serce.
W rolach głównych Marcin Dorociński i Patrycja Soliman - sól tego filmu. Nie będę się rozpisywać bo nie ma o czym - ich role są po prostu doskonałe. Przynajmniej jak dla mnie - takie mogłoby być prawdziwe polskie kino - bajka zamiast depresyjnej beznadziei.




