Ale ja jestem wolny...Nieczęsto wychodzi się z kina po polskim filmie z poczuciem, że było lepiej niż się spodziewaliśmy. A już szczególnie gdy chodz o tzw. "lektury obowiązkowe". Pan Tadeusz, Quo Vadis, będące ekranizacjami narodowych dziełi totalną (no dobra mioże Żebrowski zbierający mrówki z miejsc wiadomych i konający Linda jakoś się broniąale jednak) klęską. Nawet te, które chwaliliśmy, Ogniem i Mieczem (za Bohuna ;), czy ostatnio Katyń nie wywołały we mnie wielkich emocji.
Właśnie - Katyń. Wiadomo - to dobry film. Widomo - dobry (nie wiem czy "kultowy", ale na pewno solidny) reżyser. Dobra gra aktroska. Ale każda z tycjh cech oceniana jest oddzielnie. Oglądając Katyń patrzy się na konkretną scenęi myśli "o, jak Englert wzruszająco przemawia", na kolejną - "o, jak Komorowska i Ostaszewska dobrze grają", na jeszcze następną "o, jak świetnie napisaną postać ma Chyra". I oczywiście nie przeczę - trzeba go obejrzeć, wszak to nasza historia. Ale nie składa się to wszystko na film dotykający duszy. Nie, ten film jest zimny! Na ekranie pojawiają sie kolejne daty, przeplatające się wątki poruszają jedyny temat - cierpienie. Ale nie ma bohatera, z którym cierpiałby widz, nie ma postaci, o którą by drżał, z którą by się zżył i której losem by się przejął. Żołnierzy zastrzelono w katyńskim lasku? - to wszyscy wiemy, Antygonę, chcącą sprawić bratu grób zamknięto? - no cóż, wiedziała czego sie spodziewać, młody chłopak zerwał sowiecki plakat i zginął na ulicy, jak tylko spotkał dziewczynę marzeń? - a po cholerę zrywał pod samym sowieckim nosem, Chyra się zastrzelił? - to akurat było dla niego chyba jedyne honorowe wyjście.
I my liczyliśmy, że ten film dostanie Oskara?
Nie wiem dlaczego wychodząc z kina po "Popiełuszce" pomyślałam właśnie o "Katyniu" Wajdy, ale pomyślałam, że ta historia zrealizowana, przez niewielu znanego reżysera i scenarzystę - Rafała Wieczyńskiego - bije na głowę naszego niedawnego oskarowego kandydata. Dlaczego? Za całokształt, a więc z wielu powodów.
Po pierwsze - i jak dla mnie najbardziej oczywiste - za Adama Woroniewicza i nie tylko jego fizyczne podobieństwo do ks. Jerzego. Także doskonała gra i doskonałe przygotowanie do roli. On po prostu JEST Popiełuszką. A ksiądz jest tutaj bohaterem- oczywiście. Ale mimo iż może nawet trochę miejscami nonszalancko-bondowskim (jak widać niełatwo godzę się na to określenie ;), to na pewno nie ze stali. A wręcz przeciwnie z krwi i kości - jest nieśmiały i uparty, trochę próżny (portret! - miodzio scena ;) trochę odważny, a trochę wystraszony, żartobliwy i śmiertelnie poważny, ale i bardzo, bardzo ludzki. A więc otwarty, pomocny (buty - i znowu ;), zwyczajny. Chciałby mieć przyjaciół jak każdy, chciałby czasem odpocząć, i na pewno nie chciałby musieć umierać. Na pewno nie chciałby musieć cierpieć, ani żeby inni musieli cierpieć i się bać. Ten strach bijący się w nim z poczuciem obowiązku wobec ludzi, którzy mu ufają, stawia go bardzo blisko nas - zwykłych śmiertelników. I to, że ta złożona postać wypada wiarygodnie - to mało powiedziane, bo ogklądając film nie myśli się o kunszcie aktorskim Adama Woroniewicza, nie - po prostu towarzyszy się księdzu Jerzemu w drodze jego życia.
Po drugie i po krótce - inni aktorzy, którzy zrobili co do nich należało i zrobili to naprawdę dobrze. Myślę że Zamachowskiego i jemu podobnych chwalić nie trzeba. W tym miejscu także specjalne pozdrowienia dla Pewnego Górnika i wielu innych, bez których nie byłoby tego filmu ;). Tylko Prymas w tym gronie wychodzi na kiepskiego aktora, no ale coż zrobić skoro został zaproszony.
Po trzecie - lektura obowiązkowa, czyli historia naszej ojczyzny i naszej własnej wolności.
Zrobić film o wydźwięku patriotycznym, trwający 2,5 h, bez przestojów, nudzenia, moralizatorstwa buijącego z ekranu po oczach i biadolenia o szarej rzeczywistości to sztuka która niewielu się udaje. Którz mógł przypuszczać , że tu się uda. A udała się. Reżyserowi i zarazem scenarzyście udało się zrobić film bardzo emocjnalny, w sensie wywołujący emocje u widza - w żadnym razie nie mam na myśli taniej emocjonalności rodem z Hollywood, w typie bajki od pucybuta do milionera, czy też może tu bardziej do bohatera, lecz emocje dotyczące naszej historii, skłaniające do zastanowienia się jak to się stało, że Polacy stanęli naprzeciw Polaków?, jak to się stało, że milicjanci bili kobiety na ulicach, jak to się stało, że na komisariacie pobili chłopaka śmiertelnie? I wreszcie jak to się stało, że władze wydały polecenie zamordowania księdza ? Gdzie było wtedy prawo? Gdzie sprawiedliwość? Gdzie wolność?
Po czwarte - prawda. Fakt, że nikt tej historii nie wymyślił jest przerażający. Fakt, że wielu ludzi musiało zginąć, tylko dlatego, że domagali się rzeczy dla nas tak banalnych i oczywistych, jak niezależne związki zawodowe. Że można było stracić życie tak poprostu, że dla niektórych tak niewiele ono znaczyło. Dziś ciężko sobie wyobrazić Polskę bez praw człowieka, wyborów i Unii Europejskiej - bez wolności. Ale nasza Ojczyzna przeszła właśnie to co przeszła, by dojść tu, gdzie jest - i nam nie wolno o tym zapomnieć. Ani o tych, którzy cierpieli, a niejednokrotnie też zginęli, żebyśmy my mogli dzisiaj chodzić na wybory. Taka perspektywa stawia na naszych barkach ogromną , dla wielu niechcianą, odpowiedzialność. My mamy wolną Polskę. I co z nią robimy?
Po piąte - wszystko razem. Bo nie czuję się na siłach napisać o wadach, zaletach, podsumować, przyznać punkty od 1 do 10 i z głowy. Ten film to historia bohatera, ale nie będę sięzastnawiała nad etapami jego podróży. Bo scenarzysta tej postaci nie wymyślił, ale też dlatego, że jest to księdzu Jerzemu towarzyszymy przez cały film, z nim się zaprzyjaźniamy i mamy do niego bardzo osobisty stosunek. Może czas minie , obejrzę film jeszcze kilka razy i będę potrafiła powiedzieć o nim coś bardziej profesjonanego a mniej emocjonalnego, ale nie wydaje mi się. Bo patrząc na ten film myśli się - o Boże, nie chciałabym musieć siętak bać! Nie chciałabym stać na czele i brać odpowiedzialności za tych którzy mi zaufali! Bo kim ja jestem i co im mogę obiecać- wolność? Zwycięstwo? I wreszcie - nie chciałabym tak umierać! Każdy chciałby być bohaterem doputy, dopóki oznacza to wiwat tłumów , podziw i oddanie ludzi. Dopóki stoi na piedestale otoczony przyjaciółmi. Kto chciałby być bohaterem, gdyby oznaczało to samotnośc i strach, strach przed śmiercią i strach o innych, gdyby oznaczło to ciągłe groźby i poniżanie? I kto obok strachu znalazłby dosć odwagi by pozostać wolnym? By nie uciec, nie zdezerterować, nie zdradzić przyjaciół? Ilu z nas potrafiłoby do końca i pomimo wszystko swoją postawą mówić - ja jestem wolny?






