Ze względu na fakt, iż wielkimi krokami nadchodzi Spider-Man 3 - zapowiadany jako najciekawsza częśc serii, zdecydowałam się na słów kilka o dwóch poprzednich częściach.Po pierwsze - zawsze miałam słabość, do bohaterów broniących sprawiedliwości, ukrytych pod tajemniczą maską, i do historii o ich ukochanych kobietach. Dlaczego nie dziwi nas, że dziewczyna która kocha Petera Parkera, zakochuje się też w Spidermanie, by ostatecznie przekonać się, że to jedna i ta sama osoba? Bo tak być musi! Weźmy Supermana, Zorro, czy innych zamaskowanych obrońców ludzkości - od razu przekonamy się, że tak po prostu musi być.
Jednakże jest w historii Spidermana coś innego - nie tylko jest bohaterem, jest też człowiekiem z krwii i kości. Ma wątpliwości, nie wie co robić, popełnia błędy, wreszcie chciałby móc żyć jak każdy zwykły człowiek. Maska jest jego przekleństwem. Zaś do służby w obronie ludzkości pcha go nic innego jak poczucie winy - przez jego ignorancję zginęła najbliższa mu osoba. Wszystko to sprawia, że jest nam bliższy niż inni superbohaterowie. Ludzkie jest zarówno pragnienie porzucenia maski, jak i świadomość, że będzie ona wyznaczała cały jego los.
Ten film ma po prostu same zalety - jest superbohater ratujący świat, jest wielka miłość pokonująca przeszkody, są moralne dylematy, które wcale nie wypadają sztucznie. Są wreszci dobrzy aktorzy, świetne zdjęcia i efekty specjalne. Są zabawne sytuacje i dramatyczne pościgi. Ale najważniejszy jet główny bohater o dwóch twarzach. W części trzeciej mamy zobaczyć jak zmaga się z samym sobą, ze swoimi demonami. Nie mogę się doczekać !

