Jak już wiele razy o nim napisano - film na długie zimowe wieczory. Ja oczywiście musiałam go zobaczyć ze względu na Evana McGregora, który gra tutaj ukochanego tytułowej Beatrix Potter. Swoją drogą można go nie poznać z tymi angielskimi wąsikami ;)Generalnie jeśli chodzi o samą historię, to nie jest to nic nowego, a i nadchodzące zwroty akcji da się łatwo przewidzieć, wręcz czuć jak się zbliżają. Nie ma też rzucających na kolana kreacji aktorskich - ich bohaterowie wpisują się idealnie w powolną narrację filmu, pozbawioną wielkich emocjii i wielkich niespodzianek.
Co więc ma ten film? Mnie bardzo się podobały zdjęcia, pejzaże. Charakter bohaterki - kobiety niezależnej w czasach które temu bynajmniej nie sprzyjały - fascynuje. Konwenanse tamtych lat przedstawione są tutaj w lekki zabawny sposób. Przyzwoitka, która chodzi wszędzie za Beatrix, chodź ta jest już dobrze po trzydziestce. Zwracanie się do przyjaciół, a nawet narzeczonego per 'panie Wayne', 'panno Potter'.
Wszystko to powoduje, że choć teoretycznie bohaterowie łamią przyjęte normy, choć targają nimi emocje - z ekranu bije spokój. Nawet tragiczne wydarzenia widz przyjmuje w spokoju. Czy to jest zaleta? Nie wiem. Wiem jednak, że można się tym spokojem zarazić, patrząc na malownicze zdjęcia angielskich wzgórz.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz