sobota, 28 kwietnia 2007

Star Wars: Episod III Revenge of the Sith

Studium upadania

Wybaczcie, ale nie mogłam zacząć od innego filmu. Najlepsza część nowej trylogii Lucasa, co prawda nie dorównująca według krytyków części piątej, ma jednak moim zdaniem coś czego nie ma w oryginalnej trylogii. Manowicie dla mojego pokolenia oryginalna trylogia istniała od zawsze. Wszystkie trzy filmy zawsze można było obejrzeć na kasetach, jeden po drugim. A Zemsta Sithów jest częścią na którą czekało się w napięciu przez trzy lata. W momencie gdy po Ataku Klonów znaliśmy już słodkiego Anakina, zjadała nas ciekawość jak trafi on w miejsce, w którym zobaczyliśmy go po raz pierwszy, jako mrocznego Lorda Vadera w Nowej Nadziei. W jego przemianie tkwi siła tego filmu.

Zemsta Sithów to trzecia z sześciu części sagi Gwiezdnych Wojen George'a Lucasa, zapoczątkowanej w roku 1977 filmem Nowa Nadzieja. O dziwo nakręcona jako ostatnia, gdyż chronologia akcji nie odpowiada w tym filmie kolejności tworzenia poszczególnych 'odcinków'. Moim zdaniem część najważniejsza, zawiera bowiem kluczowy zwrot akcji - przemianę cudownego chłopca Anakina Skywalkera w sługę ciemnej strony Dartha Vadera. Jest ona też filmem najbardziej ludzkim.

W duszach bohaterów grają wielkie uczucia, targają nimi emocje. Najpierw aż czuć z ekranu ojcowsko-synowską więź łączącą Anakina i Obi-Wana, po której potem pozostanie jedynie ból. Czuć strach męża oblewającego się zimnym potem, na myśl o utracie ukochanej. Anakin jest głównym bohaterem, tym z którym się identyfikujemy, dlatego też przeraża nas jego żądza władzy, jego zatracanie się w ciemności.

I co najważniejsze w tym epizodzie - cała saga okazuje się być nie historią galaktyki - ale historią człowieka. Jednego człowieka, którego poznajemy jako dziecko, który jest miły i dobry. Który walczy o to, w co wierzy. Który słucha głosu serca. Który kocha. I który upada. Jest to historia o pragnieniu władzy nad ludźmi, nad dziejami, a także nad życiem i śmiercią. O pragnieniu bycia najpotężniejszym w dziejach. Jest to historia pełna goryczy, historia, która nie ma szczęśliwego zakończenia, bo nie ma takowej możliwości.

Tak więc po wielu sensacjach, które przyniosła Zemsta Sithów, jak porażające efekty, jak zwylke wspaniała muzyka i tym podobne, za największą uzanć należy to, iż Gwiezdne Wojny przestały być opowieścią o Luku Skywalkerze - chłopaku z najdalszego krańca wszechświata, któremu udało się do czegoś dojść. Rozpatrywane w tym wymiarze są bowiem naprawdę płytkie. Jest wojna - pojawia się bohater - wygrywa bitwę i mamy happyend. Tymczasem spoglądając na nową trylogię można przerazić się tym, jak blisko jest od bohatera, którym przecież był Anakin, do tyrana - Lorda Vadera. To o nim jest ten film. Oto jego historia.

Linki
Bastion Polskich Fanów Star Wars
Imperial City Online
www.starwars.com

1 komentarz:

zofija pisze...

Tak, komentuję sama siebie, a recenzji i tak nikt nie czyta ;) Ale co tam ;)

Zaczęłam znowu oglądać ten film, i przyszła mi do głowy nowa myśl. Widać w postaci Anakina nie tylko jak blisko jest od bohatera do zdrajcy, ale także jak blisko jest od człowieka z gruntu dobrego do złego. I jak takie przechodzenie na Ciemną Stronę jest niebezpieczne - przecież nikt kto staje się Złym nie wie o tym. On cały czas myśli o sobie jako o bohaterze. Jako o tym, który robi co należy. Nie zauważa nawet ran zadawanych najbliższym mu ludziom.

Muszę się pohamować, wiecie, że o TYM filmie mogłabym w nieskończoność...