
Film, którym trzeba się delektować jak starym winem. No i trzeba umieć to robić, bo wiem, że jeszcze nie tak dawno, zmieniłabym kanał po 2 minutach spędzonych nad tym filmem. Co mnie powstrzymało? Na pewno wzruszająca historia jaka ma tu mniejsce, ale przede wszystkim Ralph Finnes.
Biała hrabina jest świątynią dźwięku i obrazu pochodzącego z Szanghaju lat 30' XX wieku. Pozwala widzom pooddychać dawno zapomnianą atmosferą. Historia też toczy siępowoli i bez fajerwerków, jakby należała do czasów przeszłych, tak odległych od współczesnego kina. Niewidomy dyplomata z tragiczną przeszłością, posiadający nietypowe hobby, które dziś nazwalibyśmy clubbingiem, ma też jedno pragnienie, doprowadzone do perfekcji w wyobraźni. Mówi o tym 'klub moich marzeń'. Bodźcem do spełnienia tych marzeń staje się ku jego zaskoczeniu rosyjska upadła hrabina, by wyżywić rodzinę pracująca jako dama do towarzystwa.
Głównie dla niej Finnes otworzy lokal, w którym ona będzie błyszczeć jak gwiazda - by nie mysiała już wykonywać 'najstarszego zawodu świata'. Między współpracownikami, w atmosferze piękna, przepychu, bogactwa i politycznych napięć zrodzi się miłość, do której jednak żadne z nich nie będzie chciało się przyznać.
O wyjątkowości tego filmu stanowi właśnie owa atmosfera - atmosfera dusznego, głośnego klubu, z zapachem tytoniowego dymu, z dźwiękiem rozmów w wielu różnych językach, z artystycznymi występami rodem ze wschodu i przedsiębiorcami w garniturach sączącymi powoli whiskey, z robotnikami, którzy w ojczyźnie byli szlachcicami i damami do towarzystwa nauczonymi wyższości ich arystokratycznego pochodzenia. Film ten, choć pełen jest tragicznych historii, nie rozgrywa się w krzyku, jak przyzwyczaiło nas hollywood, lecz przy cichym szmerze muzyki. Wszystkie zdarzenia przyjmowane są tu ze spokojem - są nieodłączną częścią życia, w którym czasem udaje się spełnić marzenia, ale dużo częściej trzeba o nie walczyć, i płacić za nie bardzoe wysoką cenę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz