piątek, 5 października 2007

Miasto Gniewu - 11.09.2007

Mówiać krótko nie sądziłam, że to będzie TAKI film. Spodziewałam sięsensacyjnej strzelanki z błyszczącą Sandrą Bullock na pierwszym planie, czyli całkiem fajnego, hollywoodzkiego filmiku. Dostałam znacznie więcej.

Myślę, że słowo hollywood powoli zaczyna zmieniać znaczenie - w końcu ile można zrobić takich samych filmów. Fabryka snów ostatnio dorosła, nie boi się już sięgać choć trochę głębiej, do tematów, które są dla Amerykanów szczególnie ważne.

Gdybym miała zdefiniować ten film, powiedziałabym że to Babel, lecz toczący się w jednym miejscu. Nie musimy wyjść nawet poza obręb jednego amerykańskiego miasta, żeby spotkań ludzi ze wszystkich kontynentów, żeby zobaczyć jak mieszają się kultury, wybuchają konflikty i umierją stereotypy.

Mimo, iż film ten stara się nieść optymistyczne przesłanie, mimo iż widzimy udzi, którzy starają się łamać bariery, mimo iż w wielu przypadkach udaje się zapobiec tragedii, to wcale nie zmienia faktu, że uprzedzenia rasowe i narodowościowe istnieją i dalej będą istnieć. Tutaj możemy zobaczyć skąd się wzięły i zastanowić się dokąd nas zaprowadzą.

A jeśli chodzi o konkrety to jest to film bardzo ciekawie zrobiony, wielowątkowy, w którym wszyscy bohaterowie, choć bardzo różni, okażą się w ten czy inny sposób powiązani.

2 komentarze:

Piotr Podróżnik pisze...

A dla mnie ten film okazał się największym rozczarowaniem zeszłego roku!

Porównujesz go do Babel, aczkolwiek to nie ten ciężar gatunkowy.
Miasto Gniewu to ciągle bajka rodem z Kalifornii. Po prostu ze smutnym zakończeniem i morałem.
Film, nie szokuje, nie wciąga. Czasem nudzi.
Parę rozwiązań fabularnych, tak jakby na siłę ( banalne rozwiązania).

Film podejmuje zagadnienie rasizmu (miedzy innymi) i dlatego jest tak wychwalany.
Wspaniale, że ktoś zwraca na to uwagę, ale można było to zrobić o niebo lepiej!

zofija pisze...

Może za wiele się spodziewałeś ? W końcu to był sensacyjny amerykański film, nie miał za zadanie naprawić świata ale zarobić kasę. I jako taki nie był 'standardowy'. Kto by pomyślał, że wymienianej na plakatach Sandry Bullock będzie tak niewiele? Że ten bohater z którym się idewntyfikujemy okaże się tym, który miał pecha i pomimo dobrych chęci nie zdołał uchronić się przed najgorszym wyborem jaki mógł go spotkać? Ten film nie jest przeciwko rasizmowi, on jest o ludziach, o tym że czasem stereotypy są bezpodstawne a czasem wręcz przeciwnie, o tym że czasem można się ich wyzbyć a czasem nie. I o tym że czasem najlepsze chęci prowadzą do najgorszych skutków i odwrotnie - ludzie zgorzkniali okazują się mieć swoje powody.